Pożegnanie roku 2016
 
31.12.2016

 

 

 

 

Do biegu , gotowi , start!  Oto moje motto na początek 2017 roku. Zamierzam nowy roczek pozytywnie zaczarować :)

 

Najpierw jednak pożegnam się z 2016. Bez żalu ;) Czas na podsumowanie. Uwaga, zapowiada się długawo ;)

Odchodzący rok był dla mnie i mojego stada bardzo nierówny. Dał wiele powodów do radości ale  nie mniej  dostarczył zmartwień i stresów. Najgorsze sytuacje dotyczyły zdrowia moich zwierząt, niektóre wyglądały naprawdę groźnie. Dzisiaj czuję ogromną ulgę, że to wszystko już za nami i całe stado wkracza w nowy rok w komplecie. Pomimo nieszczęść, szczęście nam jednak sprzyjało.

Zaczęło się od Heli.  Wiosną  udało się znaleźć u niej przyczynę lekkiej anemii, która obniżała jej wytrzymałość i nastrój.  Powodem była anaplazmoza.  Nie dawała innych, silniej wyrażonych objawów. Trwała prawdopodobnie dobrych kilka miesięcy. Po 6 tygodniach antybiotykoterapii uporałyśmy się z problemem. Ujawniła  się także przyczyna okresowych i nawracających kulawizn.  Pojawił się bowiem niebolesny obrzęk na prawej łapie. Prześwietlenie wykazało zwyrodnienia w kilku stawach palców obu łapek  oraz w nadgarstkach. Zarówno ja jak i ortopedzi do których początkowo jeździłam w celu postawienia diagnozy, szukali  źródła problemów wszędzie,  tylko nie w tych miejscach. Pełną diagnozę, jesienią tego roku, postawił dopiero MVDr. Martin Novak z Czech  ( klinika weterynaryjna ABvet). Niestety proces rozwijał się bez przeszkód  przez wiele miesięcy.  Jak wiadomo zaawansowanych zmian zwyrodnieniowych nie da się cofnąć . Długo zastanawiałam się nad rodzajem terapii, która mogłaby powstrzymać dalszy rozwój choroby oraz zadziałać przeciwbólowo. Zdecydowałam się na mało znaną metodę goldtreat, która przyniosła moim zdaniem zauważalne efekty. Zabieg przeprowadziła w listopadzie dr n. wet. Beata Bałucińska ( gabinet weterynaryjny Meridian). Schorzenie ma oczywiście duży wpływ na nasze plany sportowe związane z obedience bo narzuca znaczne ograniczenia. Zmodyfikowałam program treningowy, sposoby nagradzania oraz zmniejszyłam Heli ilość treningów.  Mam nadzieję, że wszystkie kroki które podjęłam pozwolą nam cieszyć się jeszcze jakiś czas obedience.  Coraz więcej myślę też o innych celach  związanych z topieniem sportowym.  Wszystko zależy od Heli i jej stanu zdrowia. Na razie  umożliwiam jej robić to co lubi, zachowując przy tym zdrowy rozsądek.

Profilaktycznie prześwietliłam też Helenie kręgosłup. Ostatnio coraz więcej się mówi o występowaniu spondylozy oraz DISH w rasie autralian cattle dog.  Okazało się, że Hela ma lekkiego stopnia spondylozę.  Na szczęście nie obserwuję objawów klinicznych na tle tej choroby.  Podjęłam natomiast decyzję o wykluczeniu Heli z hodowli. 

W kwietniu przeżyłam kilka stresujących dni związanych z babeszjozą u Hugonka.  Szczęśliwie obyło się bez komplikacji, leczenie zostało wdrożone bardzo szybko a chłopak w krótkim czasie wrócił do formy.

W kwietniu sporą rewolucję w domu spowodował powrót Wikinga. Takie sytuacje wprowadzają zawsze niemałe zamieszanie w stadzie. W dodatku szybko okazało się,  że jest do zdiagnozowania kulawizna przedniej łapy.  Poszukiwania źródła problemu trwały zadziwiająco długo.  Na szczęście powód okazał się stosunkowo błahy. Jednak dopóki  nie miałam konkretnej diagnozy, dopóty trudno było szukać chłopakowi domu. Znając doskonale temperamenty psów z tego miotu,  chciałam dla niego aktywnej i doświadczonej w prowadzeniu tego typu łobuzów  rodziny.  Poszukiwania trwały 6 miesięcy. Przeprowadziłam w tym czasie wiele rozmów, odbyłam kilka spotkań aż wreszcie trafiłam na właściwych ludzi i jestem spokojna o przyszłość chłopaka. Patrycjo i Tomaszu - bardzo Wam dziękuję. Dziękuję również wszystkim, którzy trzymali za Wikinga kciuki i udostępniali jego fejsbukowe wydarzenie. To dzięki Wam historia ma szczęśliwe zakończenie.

Zamykając  temat chorób u moich psów, muszę wspomnieć o Harrym, który zadowolony  leży właśnie koło mnie.  Jesienią,  u najwspanialszego psa na świecie, zdiagnozowano najpierw niedoczynność tarczycy a niedługo później nowotwór kości (osteosarcomę) w przedniej kończynie.  Harry cierpi również od wielu lat na alergię pokarmową i  atopię. Wszystko razem spowodowało znaczny spadek kondycji, złe samopoczucie i silny ból chorej łapy.  Ze względu na masę psa ( Harry jest owczarkiem środkowoazjatyckim i waży 50 kg) oraz nie najlepszy stan ogólny,  decyzja o amputacji łapy nie należała do najłatwiejszych. Podjęłam ją jednak szybko i operacja została przeprowadzona na trzeci  dzień od diagnozy.  Pierwsze dwa tygodnie wspominam jako  nieustanną walkę. Harry był bardzo osłabiony, nie jadł, nie podnosił się, swoje potrzeby fizjologiczne załatwiał pod siebie. Wystąpiła silna anemia i konieczność transfuzji, potem powikłania związane z rozpadem przetoczonych krwinek, żółtaczka , bardzo wysoka temperatura. Harry musiał dostawać tony  leków, na które jego organizm nie reagował dobrze.  Wymagał ciągłego monitoringu i opieki. Były to dla nas obojga bardzo trudne i stresujące 2 tygodnie.  Chcę tutaj podziękować wszystkim osobom, które wiedziały o sytuacji i mnie wspierały. Dodawaliście mi sił i otuchy.

Tym razem udało się zwyciężyć chorobę i z perspektywy czasu uważam , że  warto było walczyć. Nadszedł dzień, w którym stan Harrego zaczął się bardzo powoli ale sukcesywnie poprawiać. Stanął samodzielnie na swoich 3 łapach. Właśnie mija 2,5 miesiąca od  operacji a Harry czuje się dobrze, humor mu dopisuje, stróżuje,  radzi sobie doskonale z poruszaniem.  Zmieniłam mu pożywienie  z suchej karmy na BARF wzbogacony ziołami , antyoksydantami i preparatami wspomagającymi działanie układu immunologicznego. Badania krwi zrobione pod koniec listopada wypadły super. Pozostaje cieszyć się z każdego kolejnego dnia. Oby jak najdłużej!

Teraz wreszcie trochę o pracy sportowej. Zaplanowane cele zrealizowałam  częściowo, w dużej mierze z powodu problemów opisanych powyżej. Chociaż nie wszystko układało się wspaniale , mam też wiele miłych wspomnień i kilka powodów do dumy.

Początek sezonu obi z Helą był trudny ze względu na wymagające warunki zawodów. Pierwsze w 2016 roku, podwójne zawody odbyły się w Gamratce. Po raz pierwszy wg nowych regulaminów i jednocześnie bez możliwości  przeprowadzenia treningów na głównym ringu. Dla nas złożyło się wyjątkowo niefortunnie bo Hela startowała w szczycie cieczki.  W jej przypadku wiąże się o to ze  zmniejszoną  koncentracją i motywacją co skutkuje mnóstwem większych i mniejszych błędów. Były to dla nas ciężkie starty. Helka zbyt dużo  nazbierała zer,  żeby zdobyć pozytywne oceny końcowe ale miło wspominam np. 9 pkt za kwadrat pierwszego dnia ;)

Sześć dni później wystartowałyśmy w  Lublinie , przy czym Hela również w cieczce. Tym razem wszyscy uczestnicy zawodów mieli treningi. Na nasz trening nie zgodzili się organizatorzy. Udostępniono nam mały ring przygotowawczy, z inną wykładziną,  obok ringu głównego,  tuż przed startem. A warunki były trudne, głównie przez tłum ludzi i bardzo duży hałas.  Efektem startu była ocena dobra.  Najbardziej żal mi kierunków. Hela się zdekoncentrowała i nie pobiegła  do pachołka, pomimo powtórzonej komendy.  Z pozostałych ćwiczeń byłam zadowolona.  Helka starała się i pracowała  dzielnie pomimo, że miała ze wszystkich najtrudniej.

Marcowe zawody w Mińsku dały nam ocenę doskonałą i trzecie miejsce pierwszego dnia. Był to ładny, równy start. Drugiego dnia Helka niesamowicie kombinowała i w niepowtarzalnym stylu wyzerowała dwa ćwiczenia. Najpierw kwadrat , do którego nie pobiegła, pomimo że leżał w tym samym miejscu co dzień wcześniej, a potem przywołanie – po ładnym wykonaniu całości uparła się, że nie przyjmie pozycji zasadniczej.  Czasem mam ochotę szopa zamordować ;)

Jesienne zawody w Mińsku i Wrocławiu odpuściłam ze względu na cieczkę Helki. Mamy w tym względzie szczęście , nie ma co.. ;)  Postanowiłam pojechać dopiero do Warszawy.  Był to nasz pierwszy start od wiosny. Testowy. Kilka miesięcy wcześniej zdecydowałam się zmienić Helenie sposób dostawiania. Zamiast parkować przede mną jak do tej pory ma się teraz dostawiać od razu do nogi.   Zmiana nie przyszła Heli łatwo,  po tylu latach bardzo jej się zakodowało parkowanie frontalne, zwłaszcza z aportem. Zawody pokazały jednak, że jest nieźle.  Za każdym razem biegła bez wahania w dobre miejsce,  dopiero później traciła pewność i zaczynała kombinować. W efekcie wyzerowała samym dostawieniem zarówno kierunki jak i nowe ćwiczenie.  Musimy jeszcze nowe parkowanie z aportem utrwalić.  Byłam natomiast  bardzo zadowolona z jej zaangażowania i dobrego humorku w ciągu całego startu. Taką ją lubię!

Latem tego roku zdaliśmy z Hugonkiem  egzamin BH. Poza tym ten rok spędziliśmy przygotowując się do egzaminów i zawodów IPO w nadchodzącym sezonie 2017.  Z satysfakcją obserwuję Hugona jak nieustannie się rozwija i jak rośnie jego zaangażowanie. Dojrzał chłopak niesamowicie przez ostatnie 1,5 roku a postępy jakie robi  dają mi olbrzymią satysfakcję.

Bardzo miło wspominam opolskie  listopadowe zawody w tropieniu sportowym. Jestem zadowolona z obu psów.  Zaprezentowały się pięknie. Hugo pracował jak marzenie i w ładnym stylu wygrał FPr  1. Proste i załamania wykonał  idealnie, stracił 2 punkty za delikatne podgarnięcie łapą ostatniego przedmiotu. Wybaczam, bo przedmioty zaczęłam z nim robić kilka miesięcy wcześniej więc  taki błąd to drobnostka. Najważniejsze było dla mnie, że oznaczył, pamiętał jak ma trzymać głowę i w ogóle bardzo się starał. Kolejny raz pokazał, że jest bardzo obowiązkowym psem co dobrze rokuje na przyszłość.

Nic  złego nie mogę też powiedzieć o Heli. 86 pkt i 4 miejsce na  11 psów. Warunki nie były łatwe  – gliniasta, mokra oranka po kukurydzy pełna gnijących roślinnych resztek oraz silny wiatr. Hela bardzo dokładnie wypracowała proste, idealnie oznaczyła wszystkie przedmioty i bardzo dzielnie walczyła z problemami na dwóch załamaniach. Nie poddała się do końca i to jest dla mnie najważniejsze i niezwykle budujące.

Końcówka 2016 roku to czas wzmożonej pracy z Wojaczkiem.  Młody jest  bystry, dynamiczny, dobrze skoordynowany. I co najważniejsze, coraz bardziej zaangażowany. Do tej pory treningi z nim były ciągle  na drugim planie, aktualnie  stały się jednym z moich  priorytetów. Przed nami jeszcze dużo do ogarnięcia  ale cel jest jasny - rozpocząć starty w obedience w 2017 r.

Ogromnie mnie cieszą pierwsze sukcesy braci Wojaka.  Chłopcy, pomimo że  nie najłatwiejsi w życiu codziennym , w pracy i sporcie sprawdzają się wspaniale.

Witold ma za sobą pierwsze udane starty w zawodach pasterskich. Zdał HWT i zaliczył pozytywnie pierwszy start w IHT- TS1, co daje mu awans do dwójek.  Sukcesy wystawowe zaowocowały tytułem Młodzieżowego Championa Polski.

Z kolei Wigor doskonale  zdał egzamin BH (59 pkt.) i także podbił ringi wystawowe zdobywając w szybkim tempie uprawnienia do tytułu Młodzieżowego Championa Polski.

Kasiu i Meggi – bardzo Wam dziękuję za zaangażowanie i pracę jaką wkładacie w chłopaków. Z całej siły trzymam kciuki za dalsze postępy.

Gratulacje należą się też  Hubci i jej właścicielom.  Przedstawicielka miotu „G” we wrześniu odnowiła uprawnienia jako pies ratowniczy specjalności terenowej klasy 1 z przewodnikiem Darkiem, a w październiku zdała ten sam egzamin z drugim przewodnikiem – Agnieszką.   Wiosną  zdobyła tytuł Mistrza Łodzi w klasie 1 obedience.  

Na rosyjskich ringach, w rękach nowego właściciela, pięknie prezentował się Gin Blue Estimado.  Ma na swoim koncie kilka zwycięstw i tytuł Championa Rosji. 

Rok 2016 był dla mnie czasem zupełnie nowych doświadczeń i współpracy z fantastycznymi ludźmi. Poprowadziłam dwa seminaria obedience w Hiszpanii, które będą miały swoją kontynuację w 2017 roku,  sędziowałam przebiegi treningowe o Puchar Elmo oraz  stworzyłam nową stronę internetową, której duża część jest poświęcona mojej aktywności szkoleniowo – sportowej.

Długo będę wspominać niesamowitą sesję fotograficzną z Agnieszką Panek. Gwoździem programu była podwójna kradzież mojej sukienki, najpierw przez złodziejkę a potem  przeze mnie ;) Efektem sesji są świetne  zdjęcia, za które Agnieszko bardzo dziękuję :)

Dzięki Magdalenie Stodułko mam też inną wspaniałą pamiątkę – doskonałej  jakości filmik z treningów.  W rolach głównych wystąpiliśmy : ja, Hela, Hugo i Wojak.  Cdn :)

Niezwykły był tegoroczny obóz falowy. Treningi prowadziły sympatyczne i doświadczone Finki: Riitta Kivimaki i  Piia Karinen . Zorganizowały nam dni, dzieląc czas na praktykę z psami, teorię oraz zajęcia dotyczące psychologii sportu. Całość była niesamowicie wartościowa i inspirująca.

Świetny był również  obóz IPO  w Ostravicach.  Wojaczek zainaugurował swoją przygodę z obroną, a z  Hugonem zrobiliśmy kolejny milowy krok naprzód. Zbyszku  Górecki nie masz sobie równych! Dziękuję też  towarzyszom broni za wytrwałe imprezowanie do rana ;)

Asiu  – dziękuję za Twoje zaangażowanie, nieustanną inspirację, przetrenowane i  przegadane godziny.

Agnieszko – dziękuję za cierpliwość,  pomoc w treningach i towarzystwo w psich podróżach.

 

Teraz czas wskoczyć  z entuzjazmem w rok 2017. Niech będzie udany, radosny, ciekawy i obfity w dobre wydarzenia dla wszystkich :)

 

 

 

 

 
 
 
KAMILA BUREK
 
SZKOLENIE PSÓW
HODOWLA AUSTRALIAN CATTLE DOG
 
+48 508 151 508
 
estimadoacd@gmail.com